Zaznacz stronę

Moje odkrycia w trudnej ciąży

3 marca 2018

To mit, że bycie doulą oznacza, że wie się już praktycznie wszystko na temat ciąży, porodu czy połogu. Przekonałam się o tym namacalnie w czasie trwania mojej obecnej ciąży i paradoksalnie bardzo mnie to ucieszyło.

Mitem jest też to, że doule to kobiety, dla których temat tzw. trudnej ciąży jest obcy, bo one, jak czasem słyszę, „przeżywają ciążę w sposób świadomy, bezproblemowy, rodzą wyłącznie w domach i mają tylko pozytywne, uwznioślające doświadczenia”. Prawdą natomiast jest to, że wśród nas – doul – porównywalna liczba ma za sobą bardzo trudne doświadczenia okołoporodowe jak bardzo pozytywne. Zarówno jedne jak i drugie doświadczenia często warunkują wybór zawodu douli jako drogi życiowej po urodzeniu dziecka.

W czasie trwania mojej obecnej ciąży odkryłam kilka czynników, które pomagają mi przetrwać przeróżne trudne sytuacje. Chciałabym się nimi podzielić – być może pomogą też komuś jeszcze?

 

Przepracowanie trudnych doświadczeń z poprzedniego porodu

Wspomnienia pierwszego porodu wpływają na nas w ogromnym stopniu, kształtują nasz punkt widzenia, samoocenę, poczucie sprawczości czy kobiecej mocy. Jeśli nie możemy czerpać z pozytywnych doświadczeń pierwszego porodu, warto rozważyć pomoc psychologiczną w czasie kolejnej ciąży – o ile nie udało nam się uporać z tym tematem krótko po pierwszym porodzie, lub gdy czujemy, że po prostu potrzebujemy wsparcia w radzeniu sobie z lękiem.

Warto poszukać terapeuty, który ma doświadczenie w udzielaniu wsparcia ciężarnym. Możemy skorzystać z interwencji kryzysowej – kilku konsultacji, aby poradzić sobie z danym problemem lub dłuższej pomocy terapeutycznej. Decyzja każdorazowo do podjęcia z psychoterapeutą.

Dlaczego warto? Po pierwsze dlatego, że mamy prawo przeżywać czas ciąży w jak największej harmonii i spokoju. Ciało jest tak samo ważne jak psychika.

A po drugie dlatego, że nasze negatywne doświadczenia z poprzedniego porodu mogą znacząco wpłynąć na przebieg kolejnego. W porodzie jesteśmy bezbronne, działamy instynktownie i nasze podświadome lęki zapewne ujawnią się na sali porodowej wpływając zarówno na nasze samopoczucie jak i zachowanie naszego ciała np. powodując napięcie mięśni czy podświadomą walkę ze skurczami.

Niewątpliwie przyda się także nauka relaksacji czy nawet autohipnozy – w tej chwili można znaleźć bez trudu programy online czy offline służące do tego. Warto wybrać taki, który pasuje do naszej osobowości.

Ważny jest też łagodny ruch – nic tak nie redukuje napięcia w ciele jak spokojna forma aktywności fizycznej dostosowana do naszych indywidualnych upodobań i możliwości.

Nie do przeceniania może okazać się również sfera duchowa. Osoby wierzące mogą np. skorzystać ze specjalnych rekolekcji, np. tych: „Poród może być piękny”.

 

Magnez transdermalny

Bardzo częsta sytuacja w trudnej ciąży to przyjmowanie całej masy leków. Żołądek i jelita nie dają rady, cierpisz na pełen zestaw objawów od nudności po zaparcia. Z reguły na jakimś etapie ciąży pojawia się konieczność suplementacji magnezu ze względu na ciążowe niedobory, skurcze mięśni i inne dolegliwości. I tu moim odkryciem okazał się magnez transdermalny czyli wchłaniający się przez skórę, którego skuteczność potwierdzają badania naukowe. Byłam dosyć sceptyczna, ale wystarczająco zdeterminowana aby wypróbować magnez w innej postaci niż tabletka, tak więc postanowiłam sprawdzić jak to działa. I działa praktycznie od razu – u mnie kąpiel stóp, całego ciała czy masaż napiętych dłoni i nóg oliwą magnezową daje efekt praktycznie natychmiastowy – rozluźniający, przeciwbólowy, uspokajający. Magnez w formie bardzo wygodnej oliwy magnezowej czy soli magnezowej do kąpieli ma w swojej ofercie Klaudyna Hebda. Jeśli tylko Twój lekarz nie widzi przeciwwskazań do stosowania takiej formy magnezu – żal nie wypróbować. Dodam tylko, że ten akapit nie jest sponsorowany ani pisany na zamówienie.

 

Terapia blizny po cięciu – mobilizacja

W Polsce ciągle zbyt mało mówi się, a już na pewno za mało robi, w kwestii mobilizacji blizny po cięciu cesarskim. Sama nie miałam świadomości 7 lat temu, że bliznę należy mobilizować już 4-5 tygodni po cięciu aby wrócić do pełnej sprawności a także uniknąć potencjalnych zrostów czy wielu dolegliwości – np. kręgosłupa, miednicy czy trudności w oddawaniu moczu czy wielu innych, które mogą być po prostu późnymi konsekwencjami cięcia cesarskiego i znacząco wpływać na jakość naszego życia i zdrowia intymnego. Sama nauczyłam się mobilizować bliznę pod okiem doświadczonej fizjoterapeutki dopiero w 2 trymestrze kolejnej ciąży. Teraz – jeśli tylko mam możliwość zachęcenia kobiet aby robiły to znacznie wcześniej czyli po pierwszym cięciu a przed kolejną ciążą – robię to z poczuciem misji. Praca z blizną pozwala częstokroć uniknąć tak poważnych problemów jak te związane z wtórną niepłodnością (spowodowaną np. zrastaniem się jajowodów), znacząco zwiększa szansę na prawidłowe funkcjonowanie macicy w kolejnej ciąży a także poród naturalny po przebytym cięciu cesarskim. Dlatego zachęcam do znalezienia fizjoterapeuty, osteopaty lub terapeuty uroginekologicznego, który oceni stan blizny a także poinstruuje fachowo jak z nią pracować. Więcej na temat mobilizacji blizny w tym artykule.

 

Dieta

Zastanawiałam się wielokrotnie skąd biorą się częste w moim otoczeniu przypadki kobiet przechodzących na dietę tzw. „cukrzycową” z powodu cukrzycy ciążowej, u których dieta daje efekt odwrotny od zamierzonego. Już się nie zastanawiam. Kiedy usiłowałam zapoznać się z materiałami odnośnie diety przygotowanymi przez kilka poradni diabetologicznych z zaskoczeniem odkryłam, że proponowane jadłospisy są skonstruowane w sposób co najmniej zastanawiający. A mianowicie zawierają niemal wszystkie posiłki oparte na węglowodanach – złożonych ale też prostych (sic!), porcje są bardzo obfite, ostatni posiłek jedzony np. ok. 22.00 (przekąska z węglowodanów prostych!), posiłki zawierają śladowe ilości białka i niewielkie ilości warzyw. Coś mi tu nie grało i skonsultowałam moje przypuszczenia z dietetykiem i gastrolologiem w jednej osobie. Wszystko się potwierdziło. Gdyby kobieta zaczęła stosować tego rodzaju dietę w cukrzycy ciążowej – popisowo ją rozwinie! Dlatego niech Wam się zaświeci czerwona lampka gdy taką dietę ktoś Wam zasugeruje. Warto wtedy skonsultować to z innym specjalistą (diabetologiem, gastrologiem czy dietetykiem).

 

Książka

Staram się być na bieżąco z ciążowymi lekturami ale dzięki lekturom do mojego doulowego stażu zetknęłam się po raz pierwszy z książką „Ciąża i poród bez obaw” douli Igi Czarnawskiej-Iliev. Moją historię z tą książką można by określić krótko ‘nie oceniaj książki po okładce’ – miałam po prostu wrażenie, że to kolejny poradnik w stylu „jak zdrowo i bezstresowo przeżyć ciążę i poród po amerykańsku”. A tu niespodzianka! Po pierwsze, urzekła mnie koncepcja ukazania pracy hormonów w porodzie na zasadzie współpracy rodzącej z hormonami, które są kobietami-przyjaciółkami. Hormony porodowe są jak kobiety – zmienne, podatne na czynniki zewnętrzne – i warto wiedzieć jak można z czerpać z ‘przyjaźni’ z nimi. Po lekturze „Opowieści o 3 przyjaciółkach i niecierpliwym Adrenalu” (adrenalina ukazana jako „hormon płci męskiej”) bardzo plastycznie buduje się u kobiety wizja wpływu hormonów na przebieg porodu i nie trzeba mieć do tego specjalistycznej wiedzy.

Podobnie ciekawa wydaje się wizja wpływania na nasze wyobrażenie porodu poprzez tworzenie własnych symboli porodowych oraz własnego języka. Wizja porodu oferowana nam przez kulturę masową i media znacząco wpływa na nasze nastawienie do niego, zwykle niestety kształtując w nas nastawienie lękowe i negatywne. Zamiast więc budować w sobie przerażające wizje porodu pełnego komplikacji, niebezpiecznego, skierowanego przeciw kobiecie,można bardzo świadomie go oswoić poprzez kreowanie wyobrażeń pozytywnychza pomocą języka jakim poród opisujemy.

W książce znajdziemy też sporo dobrych przykładów technik relaksacyjnych, jakże przydatnych w świadomym przygotowaniu do porodu. Krótko mówiąc – polecam!

 

Film

A jeśli chcemy rodzić z delfinami to polecam film „Pierwszy krzyk”. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że na świecie – np. na Hawajach – istnieją specjalne kliniki gdzie kobiecie umożliwia się poród w towarzystwie delfinów. Część naukowców utrzymuje, że delfiny kontaktują się z nienarodzonymi dziećmi poprzez sonar, a dźwięki które im wysyłają wpływają na zachowanie dziecka w trakcie porodu czy nawet stymulują rozwój jego inteligencji. Mamy, które odbędą sesje z delfinami po porodzie, lepiej sypiają i mniej obawiają się porodu. Jest jednak wielu krytyków, którzy twierdzą, że nie ma wystarczających dowodów naukowych potwierdzających jednoznacznie pozytywny wpływ delfinów na ludzkie porody, a sam fakt, że delfiny bywają agresywne naraża matki i dzieci na niebezpieczeństwo.

Więcej na ten temat:
Tanya Lewis, Dolphins May ‚See’ Pregnant Women’s Fetuses
Melissa Locker, Dolphin-Assisted Births Are a Thing
Jessica Firger, Dolphin-Assisted Childbirth Is a Bad Idea

Tak czy inaczej, informacje na temat związku porodu z delfinami zaskoczyły mnie podwójnie ponieważ od pewnego czasu myśląc o muzyce, która mogłaby stymulować przebieg porodu, zupełnie nieświadomie myślałam o ‘podwodnych dźwiękach’ właśnie z elementami odgłosów delfinów.